Dzisiaj, 16 listopada 2016 roku, w siedzibie Miejskiego Ośrodka Kultury w Zambrowie odbył się konkurs ortograficzny dla uczniów szkół ponadpodstawowych.
W rywalizacji wzięło udział osiem uczennic, które z powodzeniem przeszły przez pierwszy etap eliminacji zorganizowanych w na poziomie szkolnym. Zespół Szkół Nr 1 w Zambrowie reprezentowały trzy uczennice, Zespół Szkół Agroprzedsiębiorczości w Zambrowie jedna a Miejskie Gimnazjum Nr 1 w Zambrowie cztery. Przez kilkanaście minut uczniowie zmagali się z treścią dyktanda przygotowanego przez Panią Jolantę Chrostowską-Sufa.
Uczestnicy walczyli o tytuł „MISTRZA ORTOGRAFII ZAMBROWA SZKÓŁ PONADPODSTAWOWYCH”. Tytuł ten otrzyma osoba, która popełni najmniejszą liczbę błędów. Wyniki zostaną ogłoszone 23 listopada 2016 r. o godzinie o godzinie 13.00 w Centrum Kultury. Przypominamy, że w ubiegłym roku Mistrzem Ortografii został Patryk Bołtryk – uczeń Zespołu Szkół Nr 1 w Zambrowie im. gen. Stefana Roweckiego „Grota” a wicemistrzynią została Gabriela Majchrzak – uczennica Miejskie Gimnazjum Nr 1 w Zambrowie
Poniżej prezentujemy Państwu treść dyktanda z którym zmierzyli się wczoraj uczniowie.
Dyktando dla szkół ponadpodstawowych
Huraganowe miraże
Dziko rosnące miłorzęby i rachityczne bukszpany rzeźbione na kształt nibynóżek rozchwiały się naraz sprężyście w huśtawce rozszalałego huraganu, który wżarł się zachłannie w szarobury miąższ późnojesiennego pejzażu. Stalowoszare przestrzenie oprószone śnieżnobiałą pierzynką zatrzepotały trwożnie pod rozhisteryzowanym abażurem nabrzmiałego od wichury nieboskłonu. W potrzasku rozwścieczonej zawieruchy zza horyzontu wzniósł się pożar rozszalałych podmuchów krztuszących się w histerii wrzasku niczym starożytne półpotwory opętane żądzą destrukcji. Heloiza podążała heroicznie naprzód, nie zważając na rzęsisty demontaż rzeczywistości rozpływającej się w zażartej kakofonii burzliwej śnieżycy. Przyodziana w kożuszek bohaterstwa dla kurażu pohukiwała żarliwie, przeobrażając się w okamgnieniu w pół puchacza, pół harpię, drapieżnego ptaka o czarno-biało-szarym upierzeniu, który żyje w lasach nad Amazonką. Wyabstrahowała się w niej znienacka osobowość nieulęknionej piranii obdarzonej herkulesowym hartem ducha, której niestraszne były żałosne aberracje chimerycznej pogody. Ni stąd, ni zowąd z płochego, zahukanego podlotka przepoczwarzyła się w mężną hybrydę żądną zwycięstwa. Im większy wzmagał się wokół harmider, tym ona potężniała wewnętrznie, przyoblekając skórę bezkompromisowej Charybdy czyhającej na mitycznego żeglarza Odyseusza po obu stronach Cieśniny Mesyńskiej. Spojrzeniem prześwietlała rozchybotane przestworza, pogrążające się w chaosie wietrznej hekatomby. Wtem wśród tego barbarzyńskiego zamętu ujrzała nad sobą przyjazną twarz mamy. To był koszmarny sen. Ohydny horror. Z niepohamowaną ulgą chyżo czmychnęła do szkoły. Nigdy dotąd tak żywiołowo i histerycznie nie rozkoszowała się widokiem srogich twarzy pedagogów.
opr. Jolanta Chrostowska-Sufa










