Zapraszamy do lektury kolejnego artykułu z serii „Zambrowskie opowieści”. Tym razem jest on autorstwa Marii Kowalskiej z Warszawy.
Artykuł dotyczy tragicznych wydarzeń, które miały miejsce w 1944 roku. Autorka – Maria Kowalska – zatytułowała go „Wspomnienie o Jerzym Czochańskim pseudonim „Gekon”, jego towarzyszach broni z Armii Krajowej i dwudziestu jeden rozstrzelanych mieszkańcach wsi Czarnowo-Undy”.
Zapraszamy do lektury.
Mój wuj Jerzy Czochański ps. „Gekon” należał do pierwszego pokolenia urodzonego i wychowanego w niepodległej Polsce. Generacja ta przyszła na świat około 1920 r., wkraczała zaś w dorosłość w czasie II wojny światowej. Wybuch wojny gwałtownie przerwał jej młodość i zmusił do szybkiego dojrzewania oraz konfrontacji swoich ideałów i marzeń z okupacyjną rzeczywistością. W tej sytuacji nikt nie mógł się cieszyć takimi oczywistymi wartościami, jak młodość, szczęście i miłość. Dlatego młodzi chłopcy i dziewczęta z tego pokolenia aktywnie uczestniczyli w zbrojnej działalności konspiracyjnej w szeregach Armii Krajowej.
Historia, którą chcę Państwu opowiedzieć wydarzyła się na pograniczu Mazowsza i Podlasia w dniach 22-23 lipca 1944 r. W tym okresie Niemcy wycofywali już swoje wojska z frontu wschodniego a Armia Czerwona zbliżała się nieuchronnie do linii Narwi.
W swojej książce Mieczysław Laszczkowski pisał [1]:
[…] W lipcu 1944 r. Komendant Obwodu AK Zambrów kpt. Ferdynad Tokarzewski „Kruk” otrzymał meldunek od miejscowej służby wywiadowczej o mającej nastąpić ewakuacji z Kulesz oddziału żandarmerii niemieckiej. Żandarmi ci słynęli z okrucieństwa, z jakim odnosili się do ludności polskiej, stąd zrozumiała była chęć odwetu. Akcją dowodził zastępca komendanta Obwodu chor. Franciszek Czado „Konert„. Rozeznano dokładnie przypuszczalną trasę przejazdu żandarmów i przygotowano zasadzkę w lesie koło wsi Czarnowo-Undy.
W toku akcji okazało się, że przeciwnikami Polaków nie są żandarmi z Kulesz, lecz cofający się oddział SS, eskortujący transport wojskowy. W boju oddział niemiecki zlikwidowano. Zdobyto broń maszynową i ręczną oraz amunicję i granaty. Odbito 150 jeńców sowieckich, w tym jednego pułkownika i pięciu oficerów niższego szczebla. Część żołnierzy przekazano sowieckiemu oddziałowi stacjonującemu w lasach Czerwonego Boru (mjr Siedaczow), innych ukryto w bunkrach Oddziału VI (BIP) Białostockiego Okręgu AK, zaopatrzono w żywność, a następnie skontaktowano z sowieckim oddziałem partyzanckim operującym po wschodniej części powiatu białostockiego. Zdobyto także stado koni i krów, które przekazano miejscowym rolnikom.
Oddział „Konrada” poniósł również straty własne. W walce zginęli: zastępca komendanta Okręgu Zambrów chor. Franciszek Czado „Kunert”, dowódca oddziału KEDYWU ppor. Zygmunt Stokowski ”Oliwa”, dowódca drużyny kpr. pchor. Jerzy Czochański „Gekon”, oraz trzech niewymienionych z nazwiska żołnierzy szeregowych. Za przeprowadzoną akcję, która miała charakter czysto wojskowy, na okoliczną ludność cywilną spadły represje. W kilka dni po bitwie [2] silne oddziały SS i żandarmerii otoczyły wieś Undy. Ludność wsi rozstrzelano, a budynki spalono. Zginęło 21 osób. Oto ich nazwiska :
Daniłowicz Bolesława, lat 78;
Duchnowski Aleksander, lat 73,
Gołaszewska Aniela, lat 38;
Gołaszewski Bolesław, lat 37;
Konopka Aleksander, lat 55;
Kulesza Antonina, lat 49;
Kulesza Apolonia, lat 72,
Kulesza Szczepan, lat 69,
Lipińska Aleksandra, lat 42;
Lipiński Jan, lat 69;
Lipińska Władysława, lat 79;
Łapińska Aniela, lat 83;
Łapińska Bogumiła, lat 82,
Łapiński Edward, lat 30;
Łapińska Helena, lat 68;
Łapiński Tomasz, lat 75;
Modzelewska Helena lat 32;
Puchnowska Bronisława, lat 69;
Sakowicz Henryka, lat 25;
Wojciechowicz Julian, lat 56;
Wyszyńska Paulina, lat 51 [1].
W przypisach do rozdziału „Starcie pod wsią Undy-Czarnowo”: M. Laszczkowski pisał:
[…] Wieś Undy nie leżała na terenie Obwodu Łomża, zaś samą akcją zbrojną nie kierowali łomżyńscy dowódcy. Zamieszczenie starcia pod Undami w niniejszym zbiorze ma na celu zachowanie w pamięci postaci kap. pchor. „Gekona”, łomżanina, powszechnie lubianego i szanowanego kolegi walczącego ochotniczo w szeregach żołnierzy bratniego Obwodu zambrowskiego i na ziemi zambrowskiej poległego.[1]
„Gekon” urodził się 4 czerwca 1923 r. w rodzinie Jana i Zofii z Jaworowskich Czochańskich [3]. Uczęszczał do szkoły ćwiczeń przy Państwowym Studium Nauczycielskim w Łomży, a następnie do męskiego Gimnazjum i Liceum im. Tadeusza Kościuszki w Łomży. W czerwcu 1939 r. uzyskał promocję do II (ostatniej) klasy Liceum Humanistycznego w Łomży. Był bardzo inteligentny i oczytany. Miał także duże uzdolnienia artystyczne i humanistyczne. Jego ojciec był w okresie międzywojennym właścicielem księgarni na ulicy Dwornej 24 oraz kina „Reduta” przy ulicy Szosowej 1. W „Reducie” odbywały się odczyty oraz amatorskie przedstawienia reżyserowane przez samego właściciela, a zarazem aktora. Do Łomży na gościnne występy przyjeżdżały najlepsze krajowe zespoły teatralne i najwybitniejsi aktorzy. Jego jedyny syn wyrastał więc w otoczeniu literatury i sztuki.
Tymczasem 1 września 1939 r. wybucha II wojna światowa. W ramach akcji pacyfikacyjnej 16-letni Jurek zostaje aresztowany i wywieziony do obozu w Działdowie. Prawdopodobnie wyłącznie dzięki heroicznej inicjatywie i determinacji matki zawdzięczał powrót z obozu do domu. W lutym 1940 r., przez tzw. Generalną Gubernię dociera ona do Działdowa, wykupuje od strażników obozu wychudzonego po przebytym Durze brzusznym syna i przywozi do domu. W ten sposób darowane mu zostają jeszcze cztery lata życia.
Gdy w czerwcu 1941 r. wybucha wojna między Niemcami i Związkiem Radzieckim, w Łomży organizuje się ruch oporu. „Gekon” wstępuje do Związku Walki Zbrojnej, przekształconego następnie w Armię Krajową. Od tej chwili walka z wrogiem staje się głównym celem jego życia. Przydzielony do pracy w komórce wywiadu Obwodu Łomża, współpracuje z Biurem Informacji i Propagandy w zakresie akcji „N” w szeregach armii niemieckiej (dywersja i propaganda). W tym celu podejmuje pracę w niemieckim biurze zarządu dróg, gdzie zdobywa cenne informacje i dokumenty dotyczące rozbudowy dróg i strategicznych transportów wojskowych. Jego dom rodzinny staje się miejscem konspiracyjnych spotkań i kontaktów.
Równolegle z pracą „Gekon” podejmuje naukę na konspiracyjnych kompletach i w lutym 1943 r. przystępuje do matury. Odbywa też kurs szkoły podchorążych i 1 lipca 1943 r. otrzymuje awans na stopień kaprala podchorążego konspiracji [4]. Bierze też udział w akcjach dywersyjnych organizowanych przez Kierownictwo Dywersji AK, między innymi w próbie odbicia więźniów z więzienia w Łomży i w zasadzce na patrol żandarmerii w okolicy wsi Jeziorko. Znajduje też czas na samokształcenie. Dużo czyta, uczy się języków obcych, maluje. Po zakończeniu wojny ma zamiar wstąpić do Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i studiować malarstwo.
Rok 1943 jest dla Łomży rokiem szczególnego terroru okupacyjnego. Odbywają się liczne aresztowania i egzekucje. Gdy wywiad AK zdobywa wiadomość, że łomżyńskie Gestapo jest na tropie konspiracyjnej działalności „Gekona”, jego rodzice wraz z najmłodszą córką – Jagodą – opuszczają Łomżę i do zakończenia wojny ukrywają się we wsi Czochanie-Góra, gm. Rutki.
Jerzy zostaje skierowany przez dowództwo Obwodu łomżyńskiego AK do oddziału KEDYWU i przebywa w leśnej bazie w okolicach wsi Drozdowo. Chcąc być bliżej ukrywających się rodziców, z początkiem roku 1944 przenosi się do Obwodu Zambrów. Są tam już jego bliscy – starsza siostra Hanka ps. „Ewa” oraz jej mąż Edward ps. ”Marek”. W liście do rodziców z dnia 4 lipca 1944 r. pisze : „Wszystko jest dobrze, wojna się niedługo skończy”. Wkrótce potem „Gekon” zostaje włączony do działań związanych z wydanym przez dowództwo AK rozkazem o akcji „Burza”. W dniu 22 lipca 1944 r. bierze udział w starciu pod stacją kolejową we wsi Czarnowo-Undy. Akcją dowodzi zastępca komendanta Obwodu chor. Franciszek Czado „Konert”. Około godziny 18:35, podczas brawurowego ataku, „Gekon”zostaje śmiertelnie ranny w brzuch. W posiadaniu rodziny jest odręczna notatka sporządzona przez „Marka”, w której opisane zostały ostatnie godziny życia „Gekona”. Oto jej treść:
Dnia 22 VII.1944 r. o godzinie 18:35
„Około godziny 18:35 „Gekon” został ciężko ranny w brzuch i w nogę. Pierwsza kula trafiła po samym wierzchu brzucha, trochę skośnie nad pępkiem, otwierając jamę brzuszną na szerokości ok. 5 cm i przebijając parokrotnie jelita, które wypadły na zewnątrz. Operacja chirurgiczna, przeprowadzona w ciągu najbliższych dwóch godzin, uratowałaby mu życie. Rana na nodze nie była groźna, przebity był jedynie mięsień.
Z pola bitwy wyniósł go pod obstrzałem broni maszynowej i automatycznej “Trzynastka” [5] przy pomocy „Maja” [6]. Od początku był przy nim lekarz oddziałowy Pan Kania, który założył mu pierwszy opatrunek. „Gekon” cierpiał bardzo. Zapytał od razu, czy rana jest śmiertelna, na co lekarz powiedział, że w razie braku pomocy chirurgicznej – tak. Zaznaczył jednak, że wysłano ludzi po tabor, w którym znajdowała się lekarka oraz siostra „Gekona”.
Rannemu wstrzyknięto morfinę, co na jakiś czas uśmierzyło jego ból. Jednak gwałtowne ruchy furmanki, postoje, wszystko to wzmagało cierpienie, które znosił po bohatersku, bez słowa skargi, bez jęku prawie, zaciskając zęby.
Noc zapadała coraz głębsza. Taboru nie było widać. „Gekon” pytał o siostrę i o mnie. Odpowiedziano mu, że jesteśmy już w drodze i znowu wstrzyknięto morfinę. Cierpienia wzmagały się. „Gekon” był coraz bardziej rozdrażniony, niespokojny. Prosił kolegów, by go dobili. Zwracał się o to do “Trzynastki” i do (nieczytelne). Prosił o podanie mu pistoletu, aby mógł popełnić samobójstwo.
Wg (nieczytelne) „Gekon” powiedział wtedy – “Inspektor” do mnie. Nie wieźcie mnie, wiem, że umrę. Patrzcie, to moje kiszki. Ale mówcie, że umieram nie jak tchórz, ale jak bohater. “Inspektor” ze łzami w oczach pochylił się nad nim i ucałował.
Później powiedział: „Trzynastka”, daj mi swoją rękę. Chodź tu do mnie. Powiedz Matce, żeby nie miała do mnie żalu, że poszedłem. Spełniłem swój obowiązek żołnierski, umieram jak żołnierz. Ucałowania dla Ojca, Hanki, Edka i Jagody. Powiedz w Łomży Kseni Adamienko, że zginąłem, jak żołnierz. „Trzynastka”, módl się za mnie. Ja nie wierzyłem, jak myślisz, czy Bóg mi to wybaczy?”
“Trzynastka” podał mu do ucałowania ryngraf z Matką Boską, który „Gekon” parokrotnie pocałował. Potem powtórzył dwa razy: „Boże, Boże przebacz mi, że nie wierzyłem”. Później chciał, aby podano mu jego portfel, bano się jednak, aby nie zażył trucizny.
Przy konającym pozostał lekarz. „Gekon” powiedział wtedy cichym głosem: „Ot, chciałoby się żyć, ale wiem, że umrę”. Jeszcze raz przekazał pozdrowienia dla rodziny, po czym popadł w odrętwienie, jakby w sen. Za jakieś pół godziny otworzył oczy i powiedział cichutko „Teraz umieram”, i za chwilę skonał. Była godzina 0:15 dnia 23 VII 1944 r. (niedziela) koło wsi Gołasze-Dąb, w lesie – (nieczytelne). Przez cały czas chciał bardzo pić. Nikt nie usłyszał od niego skargi. Bohatersko znosił ból.
Widziałem jego zwłoki w poniedziałek rano. Leżał z otwartymi oczami, z twarzą naznaczoną cierpieniem i powagą. Policzki miał zapadnięte, usta zaciśnięte mocno. Postarzał się bardzo, lecz wyglądał jak uśpiony. Długie czarne włosy, odrzucone w nieładzie, odsłaniały wysokie czoło. Miał wyraz twardy i nieubłagany, człowieka, który odniósł zwycięstwo nad śmiercią, który wolą pokonał cierpienie. Chude ręce chłopca leżały skrzyżowane spokojnie na brzuchu, w pozycji zupełnie naturalnej. Biedne chude nogi i białe stopy o długich, bezkrwistych palcach wysunęły się spod koca, którym był owinięty. „Gekon” był już odległy, daleki od wszystkich spraw tego świata”.
Edward Majewski ps. „Marek”
Nad ranem z taboru wróciła siostra „Gekona”. Gdy dowiedziała się o śmierci brata, zawiązała chustkę pod brodą, wzięła na ramię grabie i leśnymi drogami poszła do wsi Czochanie-Góra, żeby zawiadomić rodziców o śmierci syna. Mówiła później, że czuła się jak zjawa [7], gdy przemykała obok maszerujących oddziałów Niemców i jadących kolumn samochdów.
„Gekona” i pozostałych poległych pochowano we wspólnej mogile, około 5,5 km od miejsca, w którym toczyła się bitwa. Po zakończeniu działań wojennych rodzice wystarali się o pozwolenie na ekshumację i przenieśli ciało syna do rodzinnego grobu na starym cmentarzu przy ulicy Kopernika w Łomży. Po jego stracie chcieli mieć przynajmniej grób blisko siebie, aby go odwiedzać, składać kwiaty i zapalać znicze.
Jak pisał Mieczysław Laszczkowski:
[…] Niezapomniany w swoim tragizmie był widok, kiedy podczas sprawowanego ukradkiem pogrzebu „Gekona”, w czasie mszy św. żałobnej w kościele ojców Kapucynów za jego trumną stał samotnie, okryty siwizną, stężały z bólu jego ojciec…[1]
Według aktu zgonu znajdującego się w Archiwum Katedry św. Michała Archanioła w Łomży ponowny pogrzeb “Gekona” odbył się 10 kwietnia 1947 r.
Przedstawiając wydażenia, które rozegrały się 22-23 lipca 1944 r., chciałam przypomnieć i nie pozwolić zapomnienieć o Jerzym Czochańskim ps. “Gekon”, jego towarzyszach broni z zambrowskiego oddziału Armi Krajowej i mieszkańcach wsi Czarnowo-Undy, którzy zostali rozstrzelani w ramach niemieckich represji na ludności cywilnej.
“Konrad”, “Oliwa”, “Gekon” i trzej nieznani z nazwiska partyzanci zginęli w bitwie śmiercią żołnierza i odeszli na “wieczną wartę”. Byli młodymi ludźmi, którzy w czasie okupacji niemieckiej podjęli nierówną walkę z okupantem. Okupacyjne doświadczenia tej generacji znalazły wyraz w prozie i w poezjii młodych poetów i literatów, którzy debiutowali po 1939 roku. Powieść Romana Bratnego „Kolumbowie. Rocznik 20” dała nazwę całemu pokoleniu Polaków urodzonych około roku 1920. Roman Bratny opowiada w niej o grupie młodych warszawiaków i warszawianek zaangażowanych w działalność konspiracyjną i walczących w powstaniu warszawskim. Nazwa „pokolenie kolumbów” pochodzi od pseudonimu głównego bohatera tej powieści – „Kolumba”.
Jerzy Czochański był kolumbem – chociaż nie warszawskim. Kolumbami byli też łomżyńscy i zambrowscy akowcy, którzy uczestniczyli w zbrojnej działalności konspiracyjnej. Zamordowani mieszkańcy wsi Czarnowo-Undy byli zaś cywilnymi ofiarami wojny. Im wszystkim wojenny los nie pozwolił cieszyć się młodością, szczęściem i miłością, a dał jedynie cierpienie i przedwczesną śmierć. Z głębokim przejęciem opisywałam ich wojenne losy.
Na zakończenie chciałabym odwołać się do słów polskiej noblistki w zakresie literatury Olgi Tokarczuk:
„Kiedy piszę muszę wszystko czuć wewnątrz mnie samej. Do tego właśnie służy mi czułość – najskromniejsza odmiana miłości. Czułość jest głębokim przejęciem się każdym innym od nas bytem, jego kruchością, niepowtarzalnością, nieodpornością na cierpienie i działanie czasu. Literatura jest właśnie zbudowana na czułości wobec każdego innego od nas bytu.”
Na takiej czułości starałam się zbudować swoje wspomnienie. Przekazuję je czytelnikom w czasie, kiedy odżywają wspomnienia o tych, którzy odeszli – przed Uroczystością Wszystkich Świętych i Dniem Zadusznym.
Maria Kowalska
Bibliografia:
1. Mieczysław Laszczkowski: Ziemia łomżyńska w latach wojny I okupacji w latach 1939-1945. Oficyna Wydawnicza Volumen. Warszawa 2003.
2. Najprawodpodobniej miało to miejsce w dniu 23 lipca 1944 roku.
3. Hanna Majewska. Jerzy Czochański ps.”Gekon” – kapral podchorąży Armii Krajowej. Zeszyty Łomżyńskie, Nr 3/11, 2001.
4. Zdzisław Gwozdek. Lista odznaczonych i awansowanych w Białostockim Okregu Armii Krajowej (wersja elektroniczna).
5. Zbigniew Rećko ps. „Trzynastka”
6. kpt. Jan Sokołowski ps. „Maj”
7. Postać nierealna
Zdjęcie nr 1. Pierwotne miejsce pochówku Jerzego Czochańskiego ps. „Gekon” – stan historyczny. Zdjęcie z archiwum rodzinnego Marii Kowalskiej.
Zdjęcie nr 2. Grób Rodziny Czochańskich w Łomży. Miejsce pochówku Jerzego Czochańskiego ps. „Gekon”.
Zdjęcie nr 3. Maria Kowalska przed pomnikiem zamordowanych mieszkańców wsi Czarnowo-Undy.
Zdjęcie nr 4. Pierwotne miejsce pochówku Jerzego Czochańskiego ps. „Gekon” – stan obecny.














