Wojciech Jagielski jest znanym dziennikarzem i prozaikiem. Do 2012 roku był korespondentem piszącym dla „Gazety Wyborczej”, współpracuje z BBC oraz z „Le Monde”. Za swojego mistrza uważa Ryszarda Kapuścińskiego, a powieściom Ernesta Hemingwaya zawdzięcza zainteresowanie Afryką. Wojciech Jagielski uznawany jest za znawcę nie tylko kontynentu afrykańskiego, ale również Azji Środkowej i Kaukazu.
W 2002 roku ukazała się jego powieść „Modlitwa o deszcz”. Opisuje w niej ważne wydarzenia polityczne mające miejsce w Afganistanie, gdzie przez 25 lat nieustannie toczyła się wojna domowa. Ciągłe walki doprowadziły do głodu, śmierci tysięcy ludzi i doszczętnego zniszczenia kraju. Miasta i wioski, fabryki, szkoły, szpitale, zabytki kultury zostały zrównane z ziemią, a to co po nich pozostało zrabowane.
Wojciech Jagielski odbył kilka podróży do Afganistanu, w czasie których poznał panujące tam warunki życia, rozmawiał ze zwykłymi mieszkańcami i dowódcami walczących pomiędzy sobą armii. A co najważniejsze był naocznym świadkiem wydarzeń, które Zachód potrafił interpretować i przedstawiać w odmienny sposób. Dla Jagielskiego kraj ten stał się wyjątkowym miejscem, rządzącym się według własnych reguł, często nie zrozumiałych dla cudzoziemca, a jednak kuszącym swą odmiennością i zmuszającym do refleksji.
Autor opisywał: „Spieszyłem się za każdym razem, gdy wyruszałem w podróż do Afganistanu. Kiedy jednak udało mi się przekroczyć granicę, przejść na drugą stronę lustra, natychmiast zapominałem o pośpiechu. Afganistan bowiem to wieczne czekanie. Zawsze, wszędzie i na wszystko. (…) Odnosiłem wrażenie, że Afgańczykom nigdy i do niczego się nie spieszy, że na wszystko mają zawsze czas. Potem zrozumiałem, że w kraju, gdzie nie działa nic, mieszkańcy nie mają nic do roboty”.
Podróżnik po raz pierwszy przybył do Afganistanu wiosną 1992 roku, kiedy to rządzony do tej pory przez komunistów Kabul – stolica państwa, został zajęty przez wojska tadżyckiego przywódcy Ahmada Szaha Massuda. Aby położyć kres kolejnym wojnom i stworzyć zgodny rząd, Massud wpuścił do stolicy partyzantów z innych zbrojnych partii. Jednak każdy z przywódców chciał jak największego udziału we władzy i o pokoju można było już wkrótce zapomnieć. Jagielski z żalem pisał: ” Z czasem wszyscy walczyli ze wszystkimi i już nie tylko postronni cudzoziemcy, nie tylko Afgańczycy, ale sami wojownicy tracili rozeznanie z kim, o co i przeciwko komu toczą wojnę”.
Brak umiejętności porozumienia pomiędzy walczącymi było zgubne dla zniszczonego kraju i zmęczonej ciągłymi walkami ludności. Sytuację tę, przez cały czas trwania sporów, wykorzystywały inne państwa. Stany Zjednoczone, Rosja, Pakistan wspierając swoich faworytów pieniędzmi i bronią chciały mieć wpływ na wydarzenia w Afganistanie.
Kilka lat później do władzy doszli talibowie, o których usłyszał cały świat. Talibowie, w odróżnieniu od innych islamskich wojowników „Dla siebie nie chcieli nic, ani władzy, ani pieniędzy, ani sławy. Szło im tylko o to – tak przynajmniej zapowiadali – by (…) wreszcie zaprowadzić w kraju prawdziwe boże porządki”. Dowodził nimi mułła Mahommad Omar, który był prostym człowiekiem, ale wyróżniał się fanatyczną wręcz pobożnością.
Talibowie przestrzegający dosłownie nauk Proroka Mahometa zakazali ludziom tańców, słuchania muzyki, oglądania telewizji, internetu, hucznych uroczystości, obchodzenia Nowego Roku, robienia zdjęć. Zakazywali wszystkiego co mogło odciągać uwagę wiernych od modlitwy. Mężczyznom nakazali zapuszczać brody i ubierać się na wzór Proroka Mahometa. Szczególny strach wśród afgańskiej ludności wzbudzały publiczne egzekucje. Za zabójstwo karano śmiercią przez rozstrzelanie lub powieszenie, kradzież karano odrąbaniem dłoni, pijaństwo lub nieobyczajne zachowanie – chłostą, cudzołóstwo – ukamienowaniem.
Reżim talibów nie był tolerowany również przez obce państwa. Położeniu talibów na arenie międzynarodowej nie sprzyjał saudyjski banita Osama ben Laden, któremu emir Omar udzielił schronienia. Ben Laden okrzyknięty najniebezpieczniejszym terrorystą świata ściągnął na Afganistan w 2001 roku amerykańską ofensywę wojskową, która doprowadziła do obalenia rządów talibów.
Trudno opisać w kilku akapitach genezę konfliktów, które przez kilkadziesiąt lat trawiły ten niezwykły kraj. Bardzo zachęcam do przeczytania „Modlitwy o deszcz”. Relacje pisarza na pewno sprawią, że będą to niezapomniane chwile.












