Źle ustawiona sygnalizacja świetlna na zambrowskich skrzyżowaniach od wielu miesięcy podnosi ciśnienie kierowcom. Nic dziwnego. Stanie bez powodu na światłach, gdy na poprzecznej drodze dłużej świeci się zielone światło, a dodatkowo jezdnia jest pusta, może wyprowadzić z równowagi. Ten problem najprawdopodobniej zostanie w najbliższym czasie rozwiązany, czy jednak wszyscy użytkownicy przestrzeni miejskiej będą zadowoleni?
Właściwe ustawienie świateł przyczyni się do polepszenia warunków jazdy i upłynni ruch na skrzyżowaniach. Warto przyjrzeć się obecnie trzem zambrowskim skrzyżowaniach, gdyż mają one swoje wady odczuwalne nie tylko przez kierowców samochodów osobowych. Problem czekania na zielone światło w równej mierze dotyczy pieszych.
Jak obecnie wygląda sytuacja pieszych na skrzyżowaniach?
Pierwsza sygnalizacja świetlna powstała na skrzyżowaniu ulic Łomżyńskiej i Ostrowskiej. W owym czasie uważana była w Zambrowie za dowartościowanie miasta. Pierwsza sygnalizacja nadawała miastu wielkomiejski charakter. W ciągu kolejnych lat powstawały następne światła, na skrzyżowaniu Białostockiej i Piłsudskiego oraz Alei Wojska Polskiego i Obrońców Zambrowa. Jednak w tym samym czasie zaczął się zmieniać także stosunek do samej sygnalizacji, a właściwie do zainstalowanych tam przycisków.
Piesi, na każdym z trzech skrzyżowań, zmuszeni są do wciśnięcia guzika, aby zapaliło się dla nich zielone światło. Widziałem też sytuacje, kiedy starsza osoba, przez roztargnienie lub niewiedzę, nie wciskała przycisku uruchamiającego zmianę świateł. Wówczas musiała czekać, aż pojawi się ktoś kto to zrobi lub przechodziła przez jezdnię w innym miejscu. Szczególne zniecierpliwienie pieszych wzbudzają sygnalizacje przy Ostrowskiej i Białostockiej. Nie mogąc doczekać się zmiany świateł, piesi parokrotnie wciskają przycisk, aż w końcu przechodzą na czerwonym świetle. Trudno się dziwić takim zachowaniom, w końcu jezdnia jest pusta i świeci się czerwone światło. Przejście na drugą stronę zajmuje zaledwie parę sekund. Coraz więcej osób próbuje.
Główną przyczyną są z pewnością źle ustawione światła, ale po zmianach wcale nie musi być lepiej. Jeśli przyciski pozostaną, piesi dalej będą się niecierpliwić, gdyż każde chociaż najmniejsze opóźnienie przy wciśnięciu przycisku będzie oznaczało konieczność oczekiwania przez cały cykl zmiany świateł. Na zambrowskich skrzyżowaniach obecnie oznacza to stratę od 1 do 2 minut. Być może w okresie cieplejszym nie ma to znaczenia, jednak w czasie deszczu lub mrozu każdy chciałby jak najszybciej przejść przez skrzyżowanie.
Jakie rozwiązanie zamiast przycisków?
Brak przycisków, to rozwiązanie coraz częściej stosowane w Polsce. Ma ono zwolenników wśród pieszych i rowerzystów. Czy jest ono bezpieczniejsze od rozwiązania z przyciskami? Z pewnością, bowiem pieszy ma pewność, że zapali mu się zielone światło. Po drugie kierowcy wiedzą, że na danym skrzyżowaniu zawsze zapala się „zielone” dla pieszych. Po trzecie piesi nie mają powodu przekraczać jezdni na czerwonym świetle, gdyż nigdy nie przegapią naciśnięcia przycisku.
W wielu miastach przyciski są wyłączane, bo stwarzają więcej zagrożeń, niż mają zalet. W związku z planowanymi zmianami na skrzyżowaniach wzdłuż ulicy Białostockiej i Ostrowskiej warto zastanowić się nad całkowitym zlikwidowaniem przycisków.
Ile kosztują przyciski?
To kolejna przyczyna rezygnacji z przycisków. Każdy montowany przycisk to kwota 2.000 zł. Każdy komu zdarzyło się korzystać z przejść wie, że jest ich tam całkiem dużo. Na dwóch modernizowanych w niedługim czasie skrzyżowaniach w Zambrowie byłoby ich 20. Daje to pokaźną kwotę 40.000 zł za same przyciski. Jeśli nie uda się wykorzystać istniejącej infrastruktury to koszty przycisków będą znaczne. A do tego z pewnością trzeba dodać przewody i bardziej skomplikowaną centralkę sterującą. Czy warto więc inwestować w rozwiązanie? Nie zapomnijmy, że jest ono krytykowane w wielu miejscach w Polsce i przyczynia się do powstawania sytuacji niebezpiecznych. Nie bez znaczenia jest fakt, że przyciski preferują jedynie zmotoryzowanych użytkowników przestrzeni miejskiej, pomijając przy tym pieszych i rowerzystów.
Czy zaoszczędzone w ten sposób środki nie lepiej przeznaczyć na inne cele? Chociażby na odtworzenie przejść dla pieszych zlikwidowanych przed laty na Placu Sikorskiego?
Zapraszam do obejrzenia galerii. (zdjęcia aktualne, historyczna pocztówka i obrazek z serii „z innego wymiaru”).












