Na motorze spędził niemal 2 miesiące. Na jednej wyprawie przejechał odległość ponad połowy obwodu naszej planety, wymienił niezliczoną liczbę przebitych dętek i zamęczył swój motocyklowy akumulator. Ernest Jóźwik motocyklista i podróżnik po raz kolejny opowiadał o swojej wyprawie w niedzielne popołudnie w Kawiarni „Cafe Muza”. Po zakończeniu spotkania poprosiliśmy go o krótki wywiad.
Krzysztof Dmochowski – Czy na takiej wyprawie istnieje coś takiego jak „bariera językowa”, czy trzeba znać język, żeby się dogadać?
Ernest Jóźwik – Oczywiście, że jest bariera językowa. Ludność ma swoje języki regionalne, a obowiązujący język urzędowy to francuski. Posługiwali się nim bardzo dobrze, niestety język angielski jest mało znany. Kiedy miałem okazję być w szpitalu przez kilka dni, oczywiście nie chorowałem, to nawet lekarze po studiach nie znali języka angielskiego. „Cześć”, „Jak się czujesz?”, „Ile masz lat?”, „Skąd przyjechałeś?” to było wszystko co byli w stanie powiedzieć po angielsku. Dalsza rozmowa prowadzona była już tylko po francusku. Nie ukrywam, że będę chciał się tego języka nauczyć. A może właśnie przez nieznajomość języka przygoda była większa, gdyż trzeba było szukać kontaktu i porozumienia z napotkanymi ludźmi. To było fajne, bo wymagało ode mnie myślenia i działania. Poza tym język migowy.
KD – A może rozmówki językowe?
EJ – (śmiech) Nie, nie brałem. Nawet nie próbowałem się uczyć. Nie spodziewałem się, że to tak wszystko się potoczy. Nie spodziewałem się, że Marek wróci do Polski wcześniej. Myślałem, że będzie to wyglądało jak na początku, czyli jedziemy i co chwila pstrykamy zdjęcie. Tak na prawdę to, że Marek wrócił całkowicie wywróciło całą przygodę do góry nogami, a ja dostałem taką fajną porcję przygód i szkołę życia. Myślę, że będzie ciężko coś takiego w życiu przeżyć jeszcze raz, jeśli nie wybiorę się w taką podróż sam od początku do końca. Ciężko przeżyć coś takiego będąc we dwóch lub w trzy osoby – zupełnie inaczej odbiera Cię otoczenie.
KD – Jak udało się bezpiecznie wrócić?
EJ – Jadąc w Mali pytaliśmy się ludzi gdzie jest granica frontu, gdzie nie mamy jechać. Mieliśmy kilka punktów poza granicą tego frontu, które mieliśmy w planach odwiedzić, ale wspólnie z Markiem uzgodniliśmy – jest granica, jest wojna, jest front – odpuszczamy nie jedziemy, życie jest ważniejsze. Po drodze spotkaliśmy francuskich dziennikarzy, którzy byli bardzo dobrze poinformowani i po tym spotkaniu Marek zrezygnował z dalszej wspólnej podróży.
KD – Ile trwała wyprawa?
EJ – Wyprawa trwała 54 dni, planowana była na 42 ze względu na Marka urlop, po prostu nie mógł wziąć dłuższego. Ja niby też nie mogłem brać dłuższego, ale skoro nadarzyła się okazja, wystarczyło zadzwonić do pracy, trochę komplikacji, ale udało się wydłużyć urlop.
KD – Czy były sytuacje niezwykłe, wyjątkowe i sytuacje niebezpieczne?
EJ – Każde spotkanie z Afrykańczykiem, z którym widziałem się dłużej niż godzinę. To przeradzało się w super znajomość, coś co potem kończyło się na 5 dniach znajomości. Po prostu Ci ludzie nie chcieli mnie wypuścić od siebie. Wozili mnie po swoich rodzinach, znajomych, trafiałem do radia, gdzie udzielałem wywiadów. Tam tłumaczono to co mówię z angielskiego na francuski. Sytuacje niebezpieczne też były, szczególnie zagrożenie działaniami wojennymi, ale też teren, po którym się poruszałem. Upadek, złamanie nogi, czy skręcenie ręki, wiadomo czym mogłoby się skończyć, jeśli mogłem tam nikogo nie spotkać przez 3 dni. Miałem zawsze zapas wody, zapas jedzenia, zapas paliwa na wypadek nieprzewidzianych sytuacji. Miałem też specjalne urządzenie satelitarne, dzięki któremu mogłem wezwać pomoc, ale nie wiem na ile byłoby to skuteczne.
KD – Ilu było sponsorów?
EJ – Mnóstwo, trudno ich wszystkich wymienić, ale można ich znaleźć na stronie wyprawy Wagadugu 2012.
KD – Czy są plany na następną wyprawę?
EJ – Plany są, ale nie chcę o nich na razie mówić.
KD – Dziękuję za rozmowę.
Wagadugu 2012 to nie do końca opowiedziana historia. Ostatnie spotkanie skończyło się zbyt szybko – nie starczyło czasu na opowiedzenie o większej części wyprawy. W związku z tym Pani Dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury w Zambrowie wspólnie z Ernestem Jóźwikiem zapowiedzieli kolejne spotkania za ok. 2 miesiące.








