„Taniec w ruinach” nie należy do lektur umilających wolny czas, ale moim zdaniem jest warta przeczytania. Autorka, Milana Tierłojewa, miała 14 lat , gdy do Czeczenii wkroczyły wojska rosyjskie. Był to grudzień 1994 r. Wszystko w życiu tej dziewczynki zmieniło się diametralnie. Strzały, wybuchy, śmierć bliskich, strach, niespokojny sen, brak wody, ogrzewania , elektryczności – nikt nie jest w stanie się na to przygotować.
Milana opisuje wydarzenia ze swojego życia i znajomych. W większości są to smutne historie, pełne cierpienia, tragicznych zdarzeń, które w czasie wojny są tak częste, że stają się codziennością. Czytając ten przejmujący dziennik, trudno jest pojąć, że tyle okrucieństwa mogą wyrządzać sobie ludzie. A szczęście w takiej sytuacji staje się pojęciem tak bardzo względnym.
Konflikt pomiędzy Federacją Rosyjską a Republiką Czeczeńską trwa do dzisiaj. Gdy w 1991 r. Związek Radziecki kończył swój żywot, Czeczenia ogłosiła swą niepodległość. Od 1934 r. była jedną z autonomicznych republik ZSRR. Jednak ani Moskwa, ani inne państwa, poza nielicznymi wyjątkami, nie uznały suwerenności Czeczenii. Prowadzona przez Czeczenów polityka niepodległości sprowokowała rosyjską interwencję militarną. Odpowiedzią na te wydarzenia były akcje terrorystyczne dokonywane przez Czeczenów.
Milana opisuje, jak bardzo wstrząsnęła nią wiadomość o wzięciu zakładników w szkole w Biesłanie, w Osetii Północnej, przez terrorystów czeczeńskich we wrześniu 2004 r. Znaczną część zakładników stanowiły dzieci. „Zginęło 340 osób, w tym ponad 16o dzieci. Był to dzień, w którym definitywnie i raz na zawsze przestaliśmy być tymi dobrymi, którzy walczą ze złem. Ta wojna wszystkich nas zbrukała.”
Konflikt zbrojny w Czeczenii doprowadził do ogromnych zniszczeń i śmierci dziesiątek tysięcy osób. „Wszyscy chłopcy powyżej dwunastego roku życia byli traktowani jako potencjalni wrogowie, jako przyszli terroryści. Oddziały federalne po zajęciu jakiegoś miasteczka, wsi lub dzielnicy natychmiast wyłuskiwały chłopców, gromadziły ich w jednym miejscu, a potem wywoziły. Często znikali na zawsze. ”
Znaczna część mężczyzn trafiała do tzw. obozów filtracyjnych, porównywanych przez niektórych do obozów koncentracyjnych. Na skutek tortur dochodziło do masowych zgonów. Żołnierze rosyjscy organizowali przy tym handel więźniami, których rodzina za odpowiednią kwotę mogła wykupić, sprzedaż zwłok i organów ludzkich.
Dla większości z nas Czeczenia to odległy, niebezpieczny kraj, pełen terrorystów. Obraz taki jest po części wynikiem propagandy jaką prowadzą władze Rosji na arenie międzynarodowej. Nie możemy zapominać, że mieszkają tam zwyczajni ludzie, pragnący pokoju, bezpieczeństwa, chcący się uczyć, pracować. Milana Tierłojewa w swojej książce pisze: „Dramat Czeczenii to przede wszystkim sprawa ambicji imperialnych Rosji i postsowieckich drgawek, połączonych z nieskończenie większą brutalnością, niż ma to miejsce na przykład na Ukrainie czy Białorusi. Jeśli już chce się porównywać nasze cierpienia z cierpieniami innego narodu, to należałoby raczej przywołać Bośniaków, którzy stali się ofiarami postkomunizmu zabarwionego agresywnym nacjonalizmem. Z tą tylko różnicą, że Putin jest znacznie silniejszy niż kiedyś Miloszewicz i że NATO nie przyjdzie nam z pomocą.” Na tle obecnego konfliktu na Krymie, słowa te są bardzo aktualne.
Zapraszam do lektury. Książka „Taniec w ruinach” Milany Tierłojewej dostępna jest w Filii MBP w Zambrowie, mieszczącej się na Alei Wojska Polskiego 22.












