Pasjonaci jazdy rowerem w ubiegłym tygodniu wyruszyli na rajd do Gdańska. W ciągu czterech dni jazdy przejechali 600 km, a dwóch z nich zamiast autobusem trasę powrotną postanowili pokonać rowerem.
Organizatorem wyjazdu był Urząd Miasta Zambrów oraz Eugeniusz Borowski z którym przeprowadziliśmy wczoraj krótki wywiad. Zapraszamy do lektury.
– Czy udało się Panu odpocząć po niemal tygodniu jazdy rowerem?
– Sześć dni jazdy i 1000 km, jest to wynik który mnie satysfakcjonuje, szczególnie przy tak trudnych warunkach atmosferycznych jakie były w tym roku. Pierwsze trzy dni jechaliśmy pod wiatr i to z dnia na dzień pod coraz mocniejszy. Były takie sytuacje, że niektórzy uczestnicy rajdu, mieli chwile wątpliwości, ale pomimo wszystko dojechaliśmy. W związku z taką sytuacją pogodową nie zrealizowaliśmy całości naszych zamierzeń, szczególnie tych dotyczących zwiedzania, ale planowane kilometry zostały przejechane. W drugi dzień, po przyjeździe do Chełmna, mieliśmy zwiedzać miasto, ale niestety nie udało się to, bo przyjechaliśmy zbyt późno. Zwiedzaliśmy go trzeciego dnia rano i zdążyliśmy zobaczyć Muzeum Borów Tucholskich. Tak jak wcześniej powiedziałem, każdego dnia był coraz silniejszy wiatr, w piątek były takie porywy wiatru, że pochylały się mocno całe drzewa, jednak dobre przygotowanie spowodowało, że przyjechaliśmy wszyscy cały rajd.
– Czy były jakieś niebezpieczne sytuacje?
– W zasadzie nie było żadnych problemów oprócz jednego dnia. W piątek wieczorem, przed samą Kościerzyną, przejechał przed nami samochódb który gubił olej silnikowy. Jezdnia zrobiła się śliska, w związku z tym wywrócił się jeden uczestnik, któremu nic się nie stało. Potem wywróciła się kolejna dwójka i niestety zostały uszkodzone rowery. Obrażeń ciała, takich które uniemożliwiałyby jazdę na szczęście żadnych nie było,. Rowery udało się nam naprawić, także następnego dnia do Gdańska, wszyscy jechaliśmy w komplecie.
– Czy pokusi się Pan o podsumowanie rajdu i czy zdradzi Pan plany na przyszłość?
– Z planami na przyszłość to od razu odpowiadam, że na razie nie mam żadnych, bo trzeba trochę ochłonąć po tym wszystkim i planów na razie nie snujemy. Rajd był bardzo udany, mimo tych trudnych warunków pogodowych. Warunki drogowe były znacznie gorsze niż u nas. Tamtejsze drogi po pierwsze, jest ich mało więc te po których jechaliśmy, to musieliśmy jechać w dwóch grupach. Już od połowy pierwszego etapu, tj. od Przasnysza do Mławy, jechaliśmy w dwóch grupach, bo ruch samochodowy aut osobowych i dostawczych był dość znaczny. Potem już do samego Gdańska jechaliśmy w dwóch grupach, gdyż drogi wojewódzkie, które u nas są prawie puste, to tam jest takie natężenie jak u nas na drogach krajowych z tą różnicą, że jest mniej samochodów ciężarowych. W sobotę zwiedziliśmy jeszcze muzeum w Kartuzach, a w niedzielę, tradycyjnie, do godzin obiadowych zwiedzaliśmy Gdańsk. Następnie obiad i powrót autokarem do Zambrowa.
– Jak Panu wracało się rowerem z Gdańska?
– W drodze powrotnej jechaliśmy we dwójkę, chociaż mieliśmy jechać we czwórkę. Dwóch panów ze względu na pewne obowiązki rodzinne zrezygnowało. Było o tyle lepiej, że wiatr nam już nie przeszkadzał. Nie wiał nam w plecy, bo uspokoił się i go po prostu nie było. Drogę powrotną przejechaliśmy w dobrym tempie, gdyż przejechaliśmy 400 km w 21 godzin, łącznie ze spaniem oczywiście. W niedzielę pokonaliśmy 110 km, w poniedziałek prawie 240, a we wtorek został nam odcinek 60 km do Zambrowa. Jechało się dobrze, gdyż był już wtedy luz, bez odpowiedzialności za wszystkich – zupełnie inna sytuacja. Chciałbym jednocześnie podziękować wszystkim sponsorom, uczestnikom za bardzo dobre przygotowanie i wszystkim osobom, które prowadziły: Markowi Modzelewskiemu, Eugeniuszowi Skibniewskiemu oraz Krzysztofowi Borucowi, którzy dbali o bezpieczeństwo obydwu grup a także za bardzo dobrą atmosferę w grupie.
Uczestnicy rajdu pochodzili głównie Zambrowa i Szumowa. Udział wzięli także dwaj rowerzyści z Kolna i jeden z Białegostoku.
Wyjazd został dofinansowany przez Urząd Miasta Zambrów, Urząd Gminy Szumowo oraz Bank Spółdzielczy w Zambrowie.










