W lewej nawie kościoła pw. Trójcy Przenajświętszej pojawiła się w ubiegłym tygodniu odnowiona tablica. Jest ona jednym z najstarszych zabytków kultury materialnej naszego miasta. W trakcie niedzielnej mszy świętej warto zwrócić na nią szczególną uwagę. Dzięki uprzejmości księdza prał. dr Jerzego Samsela mieliśmy możliwość zrobienia zdjęć wnętrza kościoła.
Tego w jaki sposób tablica wróciła do Zambrowa dowiedzieliśmy się od Pana Andrzeja Brzóski:
– Sprawa tablicy sięga czasów, kiedy Pani Witomiła Wołk-Jezierska zamocowała w kościele pw. Trójcy Przenajświętszej tablicę poświęconą zamordowanym w Katyniu i Charkowie wykładowcom Mazowieckiej Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii im. gen. Józefa Bema oraz Wołyńskiej Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii im. Marcina Kątskiego. Tablica ta została zamontowana dokładnie w miejscu, w którym kiedyś znajdowała się tablica z epitafium Pana Ignacego Jana Dąbrowskiego – dziedzica majątku w Wierzbowie. Tablica upamiętniająca zmarłego w trakcie demontażu pękła na kilka kawałków i była przechowywana przez Panią Witomiłę Wołk-Jezierską w Warszawie. Po latach, w wyniku zrządzenia losu, w Zambrowie pojawili się dwaj panowie Martuzalscy, którzy są potomkami Pana Dąbrowskiego. Szukali oni informacji o swoich przodkach.
Udało nam się dotrzeć do Pana Andrzeja Martuzalskiego – jednego z braci, którzy szukali swoich przodków w Zambrowie. Zadaliśmy mu parę pytań. Poniżej znajduje się zapis naszej rozmowy.
– Jak Pan odszukał tablicę swojego przodka?
– Przez przypadek. Niechcący. Szukałem czegoś innego. W księgach parafialnych kościoła pw. Trójcy Przenajświętszej szukałem swoich przodków. Wówczas Pan Brzóska powiedział mi, że była tu kiedyś tablica Pana Ignacego Jana Dąbrowskiego, właściciela majątku na Wierzbowie. Niestety, przy montażu tablicy katyńskiej, została ona zdjęta i uszkodzona. Długi czas odzyskiwałem tablicę od Pani Witomiły Wołk-Jezierskiej, która nie chciała jej oddać. Myślała, że chcę tę tablicę wykorzystać do jakichś innych celów. W końcu udało mi się ją przekonać i oddała tablicę, którą zostawiłem specjaliście do sklejenia. Następnie odnowioną tablicę przekazałem proboszczowi zambrowskiej parafii do powieszenia. Zostawiłem również złotą farbę do odmalowania napisów oraz stosowne wynagrodzenie za ponowne powieszenie jednemu z zambrowskich zakładów kamieniarskich.
– Kim dla Pana był Ignacy Jan Dąbrowski?
– To był brat mojej praprababci . Miał on dwie siostry. Jedna z nich wyszła za Dąbrowskiego, a druga wyszła za Kaczyńskiego. Tablicę ufundował Antoni Kaczyński, co potwierdzają inicjały A.K. w prawym dolnym rogu tablicy. Był to siostrzeniec Ignacego Dąbrowskeigo, czyli syn drugiej siostry.
– Czy Pana przodkowie jeszcze mieszkają w okolicach Zambrowa?
– Nie, tam już nie ma nikogo. Ostatni właściciel Wierzbowa, który je sprzedał nazywał się Kacper Dąbrowski. To właśnie od niego wszystko się zaczęło. O nim opowiadała mi jeszcze moja mama, która niedawno umarła mając 105 lat. To właśnie ona zainspirowała mnie do szukania swoich korzeni. Zacząłem poszukiwać Kacpra, a przy okazji znalazłem Ignacego Jana, który był jego wujem. Urodziłem się w Sokołach pod Wysokim Mazowieckiem, a w czasie okupacji mieszkałem razem z rodzicami w Szepietowie. Groby moich bliskich znajdują się w Sokołach. Pochowani zostali tam mój wujek i babcia.
– Cała historia nie miałaby pewnie miejsca, gdyby nie ludzie, którzy mi pomogli. Mam bardzo duże uznanie dla ks. Proboszcza i Pana Andrzeja Brzóski. To bardzo sympatyczni ludzie. Byli mi bardzo przychylni. Dziękuję im również za to, że pomogli mi odzyskać i ponownie powiesić tablicę.
Andrzej Martuzalski – emeryt, obecnie ma 74 lata, mieszka w Gdańsku. Przez wiele lat pracował w Stoczni Gdańskiej.
Tablica z epitafium Ignacego Jana Dąbrowskiego została ufundowana w roku 1855 i wisiała jeszcze w poprzednim kościele. W 1879 roku została przeniesiona do nowej świątyni i zawisła w lewej nawie kościoła tuż przy bocznym wejściu do kościoła od strony ul. Cmentarnej. Obecnie wisi bliżej ołtarza.













